środa, 24 grudnia 2014

Wesołych Świąt

Na własną odpowiedzialność nie bedzie dziś rozdziału. Zamiast tego chce życzyć każdemu kto to czyta spokojnych świąt w rodzinnej atmosferze. Spełnienia marzeń tych małych i tych dużych. Radości z dnia codziennego, tego żebyście zawsze mieli uśmiech na twarzy a przez życie szli z podniesioną głową. Życzę Wam osiągnięcia wszystkich Waszych celów. Aby w przyszłym roku nie stało się nic złego, a święta przyniosły mnóstwo nowych wspomnień. Życzę Wam tego abyście zawsze byli sobą. Żebyście cieszyli się tym kim jesteście i nie udawali, bo to najgorsze. Abyście nie utracili siebie.

Jeszcze raz wesołych, spokojnych świąt i szczęśliwego Nowego Roku :)

Nina ♥♥♥♥♡♡♡♡

wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział XVI

Lily w ostatniej minucie postanowiła iść na imprezę. Nie wiedziała dokładnie co może, a czego nie może robić. Nie umiała panować nad sobą, no ale w końcu raz się ,,żyje". Ubrała delikatną, prostą, czarną sukienkę, którą zakańczały falbany i do tego drobne czarne baletki. Było ciepło więc nie brała nic na siebie. Sukienka nie była wcale piękna, ale na dziewczynie wyglądała nieziemsko. Może dlatego, że sama Lily była piękna, w końcu była darem ciemności o nieziemskiej urodzie. Włosy delikatnie zakręciła i wyszła z domu trzaskając przy tym drzwiami. Do ostatniego momentu nie była pewna czy dobrze robi, idąc na imprezę do Stefana. Nie znała tam nikogo, a samego Stefana znała tylko z widzenia.Szła powoli drogą, patrząc na życie nocnego miasta. Ciepły wiatr delikatnie muskał jej loki, a szum drzew był dla niej kojący. Zanim się obejrzała, stała już przed rezydencją Stefana. Wątpliwości nie opuszczały jej do ostatniej sekundy. Niepewnym ruchem otworzyła furtkę i weszła na imprezę. Widziała tam zakochane pary całujące się lub przytulające w tańcu. Ona sama nigdy nie przeżyła prawdziwej miłości. Zabawa trwała w najlepsze. Nagle poczuła jak ktoś szturcha ją delikatnie.
-Hej jestem Damon. A ty ? - Zapytał delikatne ujmując jej dłoń. 
-Lily.- Powiedziała i uśmiechnęła się nieśmiało. Całe szczęście nie wyczytała przeszłości chłopaka poprzez dotknięcie. 
-Idziesz się przejść? - Zapytał śmiało i brzmiało to bardziej jak rozkaz. Dziewczynie nie podobało się zachowanie Damona,ale uległa.
-Jasne i tak tutaj nikogo nie znam. - Powiedziała i uśmiechnęła się słodko. Szli leśną dróżką z dala od ludzi i muzyki, ale Lily nie bała się. Nie wiedziała dlaczego,ale wierzyła, że może ufać Damonowi, chociaż poznała go dwadzieścia minut temu.Może to przez jej dar ?
-Więc uczysz się gdzieś? - Zapytał Damon, siadając na pniu drzewa. Dziewczyna zrobiła to samo. 
-Tutaj w pobliskiej szkole, a ty ? 
-Ja też... dziwne,że cię nie widziałem. 
-Ludzie mnie nie zauważają.Jestem taką szarą myszką. - Powiedziała uśmiechając się delikatnie. - Ale nie przeszkadza mi to. - dodała szybko.
-Dziwne... zauważyłbym cię. Jesteś piękna. -Powiedział zdecydowanie, - A poza tym emanujesz ciemną aurą.- dodał w myślach. Dziewczyna zarumieniła się. Bardzo rzadko słyszy komplementy, chociaż jest świadoma swojego wyglądu. 
-Dziękuję ty też jesteś niczego sobie. - Nie wiedziała jak się zachować w tej sytuacji. On tylko uśmiechnął się unosząc jeden kącik. Ich dłonie się spotkały, a dziewczyna zaczęła widzieć wszystko. Znowu to, nie, nie, nie ! - Pomyślała. 
-Jesteś upadłym aniołem. - Wyszeptała, przykładając dłoń do ust. Damon zdziwił się trochę. 
-A ty,czym jesteś. 
-Jestem darem ciemności. -Powiedziała rozpaczliwie. -A ty jesteś jedyną osobą która o tym wie. Do tego ściga mnie Enzo. Nie wiem czego chcę , ale wiem, że nie chcę ze mną iść na herbatkę. -Powiedziała ze łzami w oczach. - Zabierz to ode mnie. Ja wcale nie chcę być zła. Nie robię złych rzeczy. - łkała cicho. Damon przytulił ją.Uznał, że to jest dobre, nie znał tej dziewczyny, ale wiedział, że cierpi. Lily delikatnie wtuliła się w jego tors. - Nie chcę być zła.




Heej pisała dla was Naalia :D Zostaw komentarz. 

środa, 17 grudnia 2014

UWAGA !

W imieniu nas wszystkich chciałam przeprosić was za tak długą przerwę, ale wynikły pewne prywatne problemy i mamy pewien poślizg. Mamy nadzieje, że mimo to nie przestaniecie do nas zaglądać. Przepraszamy z całego serca. Zapraszamy od 22 Grudnia ( poniedziałek ) - wznawiamy działalność.




Pozdrawiamy :*




Zespół
Stray Different Angels.

środa, 10 grudnia 2014

Rozdział XV (a przynajmniej tak mi się wydaje :-P )

Enzo szedł w stronę swojego domu, nucąc pod nosem piosenkę i ciesząc się z ciepłego popołudnia. Dzień był dla niego wyjątkowo udany. Spędził noc z urocza brunetką, która potem bez problemu dala mu swojej krwi. Wyjątkowo jej nie zabił, a nawet zastanawiał się czy jej nie odwiedzić. W końcu dobrze jest mieć swój prywatny worek krwi. Skręcił w ulicę prowadzącą prosto do jego posesji i stanął jak wryty. Przed jego domem stała Caroline.
- Tego się nie spodziewałem- powiedział, podchodząc do wampirzycy.-Co cię tu sprowadza złotko?- spytał wynajmując klucz z kieszeni i otwierając drzwi.
- Nie udawaj że nie wiesz o co mi chodzi- ton blondynki wskazywał na to, że stało się coś poważnego. Enzo otworzył drzwi, spojrzał na nią i zaprosił gestem do środka.
- Może wejdziesz i powiesz mi o co chodzi?- zaproponował.
- Nie zgrywaj się. Powstrzymałam cię przed zabiciem tamtej kobiety w parku parę dni temu, to teraz zabijasz innych?- widać było, że dziewczyna jest zbulwersowana. Enzo zmarszczył brwi, nie wiedząc zupełnie o co chodzi.
Fakt, nie zabił kobiety w parku, ale od tego czasu nie zabił też nikogo innego. Pił tylko krew od swoich ofiar, jednak każdą z nich pozostawiał przy życiu.
- Wejdź i wyjaśnijmy sobie wszystko- powiedział zdezorientowany i przepuścił blondynkę przed sobą. Zamknął drzwi i skierowali się do salonu.
- No więc kogo zabiłem?- spytał Enzo nalewając sobie bourbona. Zaczął martwić się całą sytuacją.
- 5 ofiar, ciała zmasakrowane. Ewidentnie wampir- wyjaśniła krótko Caroline patrząc na bruneta że złością.
- I pomyślałaś że to ja, bo?- wampir usiadł i spojrzał z zaciekawieniem na Caro. Ktoś zabił 5 osób w ciągu dwóch dni. Ciała porzucono w parku, w którym polował Enzo, stąd podejrzenia dziewczyny. Były pozbawione krwi, gardła rozerwane. Wyglądało to na atak jakiegoś desperata. Enzo wiedział co powinien zrobić. I tak bardzo jak musiał to zrobić, tak bardzo nie miał na to ochoty. Wyjął telefon z kieszeni i zadzwonił do osoby, za którą nie za bardzo przepadał.
- Słucham- rozmówca odebrał po chwili, wyraźnie niezadowolony z telefonu.
- Klaus, mamy problem. Raczej poważny problem- odezwał się Enzo i skrzywił się, słysząc przekleństwo pierwotnego, gdy wyjaśnił mu całą sytuację.




Hej tu Nina. Wiem że krótko, ale nie bardzo mam jak pisać więcej. Chciałam jakoś połączyć postacie, mam nadzieję że wyszło ok. Co sądzicie?

wtorek, 9 grudnia 2014

Rozdział XIV

*Księgarnia*
- Jasmine - odpowiedziała mu dziewczyna i wysiliła się na delikatny uśmiech . Miała już dość tego. Ciągle była przez kogoś potrącana , a dzisiaj się jej naprawdę spieszyło zaczynała pierwszy dzień w nowej szkole.
- To przecież ty ta nowa zadziorna ruda ! - mówiąc to  chłopak podniósł się z pozycji kucającej i uśmiechnął się łobuzersko w stronę  zdziwionej Jasmine .
- Ach tak jestem tu zaledwie od paru dni i już wszyscy mnie tu znają , jeden minus jest taki że ja prawie nikogo tu nie znam prócz sprzedawczyni tej księgarni i jakiegoś Enzo -   dziewczyna również podniosła sie z kucek  z rękoma pełnymi książek i lekko zachwiała się do tyłu.
W ułamku sekundy był już przy niej nowo poznany chłopak  łapiąc ją przed bolesnym upadkiem .  Na moment ich oczy się ze sobą spotkały , i coś w tym momencie między nimi się zadziało , coś co zmieni ich dalsze losy na zawsze .
- Przepraszam niezdara ze mnie . Musze już iść spieszę się . Pa Dean . -  wypowiadając to dziewczyna mówiła ze zwieszoną głową by ukryć dowody maskujące jej zażenowanie : rumieńce niemiłosiernie palą jej policzki a usta drżą  pod wpływem wypowiadanych słów.
- Poczekaj Jasmine .Odprowadzę cię . - ale było już za póżno dziewczyna już biegła w stronę przystanka autobusowego i w mgnieniu oka znikła z zasięgu wzroku chłopaka . 
Ehh..szkoda pa Jasmine - odpowiedział sam sobie po cichu chłopak z za wiedzeniem w głosie który wogóle  nie jest do niego podobny .
* Szkoła Kaplan New York *
Dziewczyna przekracza próg szkoły i czuje mocne ukłucie w brzuchy , to nie nerwy niestety tylko głód krwi . Wszędzie chodzą nastolatkowie w jej wieku bądż starsi ,a ich tętnice aż proszą się o to by zanurzyć w nich kły ; Nie ! Nie ! STOP. Nie mogę  tak myśleć nie teraz gdy zaczynam wszystko od nowa . Podchodzi do drzwi na których napisane jest Sekretariat puka po czym słyszy krótkie :
- Wejść - woła ktoś z środka pomieszczenia
- Dzień dobra jestem nowa przyszłam po plan lekcji - mówi i uśmiecha się w kierunku drobnej siwej kobiety , która na pozór wydaje się miła .
- Tak wiem , ciągle tych nowych przybywa masz plan lekcji i idż już , reszty wskazówek udzielą ci uczniowie - mówi kobieta ostro i prawie wypycha  ją z sekretariatu 
I znów znajduje się na głównym holu roi się tu teraz od uczniów w końcu jest przerwa . Po mimo to dostrzega go w tłumie  , wszędzie go rozpozna , on też  ją dostrzega i  uśmiecha się
w ten swój sposób , pod wpływem którego jej kolana miękną .  ,, Jak ja się zachowuje lecę na jakiegoś pierwszego , lepszego poznanego chłopaka . o Nie będę nie do zdobycia dla niego niech nie myśli że jestem łatwa '' Mówi sama do siebie Jasmine i triumfalnie sama do siebie się uśmiecha .
- Widać że nowej zawrócił  w głowie szkolny buntownik , Nie ty pierwsza i nie ostatnia tak się na niego gapisz , ale ostrzegam cię on jest niebezpieczny -  mówi dziewczyna stojąca obok Jasmine
- Ja co ?! On mi się nie podoba . A ty przepraszam bardzo to kto ?  - zwraca się rudowłosa do stojącej 
obok niej dziewczyny .
________________________________________________________________________________
Pisała dla was wyjątkowo w poniedziałek Justyna . Zamieniłyśmy się z Natalią ponieważ jest chora :c i nie da rady dzisiaj napisać , za to napisze w czwartek . Co sądzicie o tym rozdziale ? Komentarze mile widziane :)

niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział XII

Na imprezie było całkiem sporo ludzi. Jednak mimo to Kath zdołała wypatrzeć Stefana i ciągnąc za sobą Zoe przepchała się przez tłum ludzi, aby się przywitać.
- O, hej. Nareszcie jesteś. - przywitał ją Stefan
- Siemka. To moja przyjaciółka, Zoe Chloe Mikaelson.- odpowiedziała Katherine.
- Dla przyjaciół po prostu Zoe. Stefan jak mniemam?
- Tak. Miło cię widzieć. Kath dużo o tobie opowiadała.- Stefan uśmiechnął sie do niej.
- No cóż to ja was zostawię.- powiedziała Kath i szybko się "zmyła".
Podążyła w stronę baru. Zamówiła drinka i usiada przyglądając się tańczącym ludziom. Po chwili postanowiła do nich dołączyć i trochę zaszaleć. 

W tym samym czasie Stefan i Zoe usiedli przy stoliku, żeby pogadać.
- A więc masz na nazwisko Mikaelson? Ciekawe. Kiedyś chodziłem z taką jedną... Rebekah. 
- No i zrobiło się trochę niezręcznie... Bo to moja matka.- powiedziała Zoe ze śmiechem mimo jej konsternacji.
- Ale... Czekaj. Jak to w ogóle możliwe?
- No wiesz pierwotna, grecki bóg, romantyczna atmosfera... Albo parę drinków, zależy. No chyba ci nie muszę tłumaczyć.
- No tak, ale przecież wampiry nie mogą mieć dzieci.
- Ale są czarownice. Za odpowiednią cenę zawsze pomogą. A Bekah była zdesperowana.
- To kim ty właściwie jesteś?- zapytał zamyślony Stefan.
- Ha, gdybym sama wiedziała to by było super. Można powiedzieć, że hybrydą. Ale nie taką wampir- wilkołak, tylko pierwotny-bóg. Konkretnie Posejdon.
-Aha. Tak jakby nie wiem co powiedzieć. 
- Spoko. Wszyscy tak reagują.- powiedziała Zoe, kiedy odezwał się dzwonek jej telefonu.- O sorry. To Kath, muszę odebrać.
-No hej.- odezwała się do telefonu.
- Gdzie ty jesteś?! Szybko. Chodź do łazienki. Muszę z tobą pogadać.- krzyczała do słuchawki zdenerwowana Kath.
- Dobra. Spokojnie. Już idę. - Zoe rozłączyła się.

- Przepraszam, ale Kath mnie woła. Muszę lecieć.- powiedziała do Stefana.
- Spoko. To do zobaczenia później.

Kiedy Zoe dotarła na miejsce zobaczyła zdenerwowaną przyjaciółkę ledwo powstrzymującą się od łez.
- Jeju Katherine. Co się stało?
- Tu... Tu jest Damon.- powiedziała rozstrzęsiona.
- Kto to?
- Brat Stefana.
- Ale to chyba nic złego?
- No właśnie nie.- krzyknęła Kath 
- Możesz się uspokoić i łaskawie powiedzieć mi o co chodzi?
- Dobra, a więc 150 lat temu, kiedy spotkałam Stefana. Rozkochałam też w sobie jego brata. Pokłócili się o mnie, więc postanowiłam udać swoją śmierć i zniknąć. Chciałam, żeby o wszystkim zapomnieli. Damona po prostu zahipnotyzowałam. On nawet nie wie, że ma brata! Ale Stefan już był wampirem, więc musiałam się bardziej postarać. Znałam się już wtedy trochę na magii, więc wykonałam proste zaklęcie. Stefan jest pewien, że jego brat zmarł w wyniku epidemii parę lat po moim zniknięciu. Oni nie mogą się spotkać!
- Okej, okej. Spokojnie coś wymyślimy. Ty idź zahipnotyzować tego całego Damona, a ja zajmę się Stefanem.
- Ty naprawdę nie rozumiesz?!-krzyknęła Kath.- Damon powinien już nie żyć. Myślałam, że może jest wampirem, ale werbena na niego nie działa. Sprawdziłam.
- Kuźwa jaka ja jestem głupia! W takim razie zrobimy tak. Pokażesz mi go, a ja spróbuję go zahipnotyzować. Może mi się uda. W końcu ja sama nie wiem jakie jeszcze mam moce.
- Dobra. To idziemy tylko trochę się ogarnę.

Jednak kiedy wyszły było już za późno. Zobaczyły braci Salvatore siedzących przy barze, pijących burbon i rozmawiających ze sobą. 
- Spokojnie nie panikuj. Weź Stefana do tańca a ja zajmę się Damonem- powiedziała Zoe.
Oby dwie podeszły do nich,a Kath zrobiła to o co poprosiła ją Zoe. Natomiast ona sama dosiada się do Damona.
- Hej. Zoe.
- Damon. 
Zoe poczuła znaną jej istotę. Upadły Anioł. Walczyła z jednym podczas misji, kiedy jeszcze była w Obozie Herosów. "Chyba uda mi się go zahipnotyzować"- pomyślała.
Zoe popatrzyła mu głęboko w oczy i powiedziała;
- Zapomnij o tej imprezie. Nie było cię tu. Nigdy nie poznałeś Stefana Salvatore. 

_________________________________________________________________________________

Hej :) tu Julka. Mam nadzieję, że się wam spodoba. Liczę na komentarze :)



sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział XIII

Spojrzałam na Anabell. Chyba miała dość Damona. Znaczy może nie do końca. No nie wiem. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Zamknełam księgarnie.
-Gdzie jesteś, An?
-Wychodze z księgarni, a co?
- Ivo zniknął.
-Co?
- Nie przyszedł ze szkoły.
Spojrzałam na zegarek. 15:30.
- Przecież ma lekcje do szesnastej.
-Naprawdę? Przepraszam że Cię zaniepokoiłem.
- Nic się nie stało. Ide do domu.
-Okey, do zobaczenia.
I już go nie było. Telepatia to dobra rzecz. Od wczoraj Klaus był bardzo.. zdenerwowany. Wszystkim się martwi.
Zaszłam do domu  chwile po szesnastej.  Szłam powoli. Była ładna pogoda. W progu powitał mnie Klaus.
-Cześć kochanie.
Serce zabiło mi szybciej .
-Kochanie..
-Cześć Klaus.
Podeszłam do niego jak najbliżej i cmoknełam go w usta.
-Andreo .. ja Cię...
-Ja Cię kocham, Klaus - wyrzuciłam z siebie. To była prawda. Od zawsze. tak było. Spojrzał na mnie w osłupieniu.
-Na.. Naprawde?
-Tak.
-Ja Ciebie też.
- Wiem.
Przytuliłam go. Wiedziałam.
-Cześć już jestem!
Wszedł Ivo.
-Eej nie musicie się obściskiwać.
-Ty nie musisz, patrzeć.

Pisała dla Wa A-ya (Ola)
Rozdział taki .. inny :D
Podoba wam się Andrea z Klausem? Jako paring? :3

Pozdrawiam  ♥